
Zdarzyło mi się niedawno grać w nową (no w miarę) grę. Kinfire Council, bo tak się to cudo nazywało, zostało mi przedstawione jako Lords of Waterdeep na sterydach. Ano fajnie, jako fan tej drugiej, z chęcią bym poznał tą pierwszą – pomyślałem. No i chyba słusznie się jej lifting należy, bo stare to już i myszką trąci. Przy okazji wspomniałem przyjacielowi, że Lordowie niebawem doczekają się wreszcie polskiego wydania, co spotkało się ze zrozumiałym zdziwieniem – w końcu od premiery minęło już 13 (!) lat.
No i zagraliśmy – i fajnie było. Faktycznie dobra gra, każda zmiana na plus. Na razie!
No co?!
No dobra – to nie wszystko. Bo nie do końca wszystko na plus moim zdaniem.
Wielką zaletą Lords of Waterdeep jest (i zawsze była) prosta, szybka rozgrywka połączona z dużą dostępnością. Gra ma relatywnie szybki setup i tear-down, w czym bardzo pomaga dedykowany insert, a zasady są mocno autoeksplanatywne, bo idą za prostą (i raczej cienką, żeby nie powiedzieć iluzoryczną) warstwą narracyjną. Ot jesteście lordami w dużym mieście, zewsząd nadchodzą zagrożenia, musicie przyjmować zlecenia, zbierać drużyny bohaterów i posyłać ich w choler… tzn. na misje. I za to są punkty. Przy okazji rozbudowujemy miasto, a budynki mają swoich właścicieli – jak coś pobudujesz, to otrzymasz bonus za każdym razem, gdy ktoś inny z tego skorzysta. Podstawowa mechanika to worker placement i to w najłatwiejszym wydaniu. Proste.
Pogadajmy więc o KC… Bo to faktycznie LoW na sterydach. Takich nielegalnych i z przemytu, najpewniej z Bazukistanu. Od czego by tu? Ach, warstwa narracyjna. Jest długa i złożona (choć ciekawa) a nasze zadania polegają na rozbudowie miasta, ochronieniu go przed złowrogim kultem oraz rozpalaniu płomienia wyobraź… tzn. takiego paleniska. No i fajnie. Do tego tworzymy radę miejską, która głosuje nad prawami, mamy grupy i klasy społeczne i zawodowe a nawet rząd, który marnuje (to cytat z instrukcji) wszystkie pieniądze, jakie mu zostawimy. Super. Wiele ról w złożonym społeczno-politycznym obrazku, który podpowiada nam, że dzieją się tu tajemnicze rzeczy. Czy coś tu pomaga zorientować się w rozgrywce? Niespecjalnie. Jako przykład podam element budowy. Otóż rozbudowa miasta polega teraz nie na tworzeniu nowych budynków, ale ulepszaniu już istniejących. Ale mechanikę „kto zbuduje ten obsikuje” pozostawiono – zatem teraz przeprowadzający remont staje się właścicielem. Mniej intuicyjne? No trochę mniej.
Kolejna sprawa to podstawowe WP – rozbudowano je o bardzo pomysłowy system cech/zawodów, które możemy przypisać naszym robotnikom – posławszy danego piona do odpowiedniej szkoły, możemy mu przypisać cechę, która np. pozwoli mu wchodzić do lepszych dzielnic bez uiszczania opłaty za bycie biednym (cecha „szlachcic” – bardzo użyteczna). Oznaczamy te awanse poprzez żetony układane na planszetce z rozbotnikami – każdy ma teraz portret a nawet osobowość. Sup-er. Dodatkowo mamy też dwa rodzaje pracowników, bo obok „zwykłych” jest jeszcze nasz lider, który posiada podstawkę o innym kształcie niż okrągłe żetony, co pozwala mu zajmować pola niedostępne tamtym oraz rozpoczyna grę z dwoma cechami, z których jedna jest też asymetryczna (czyli każdy z graczy ma inną). No super.
Zasoby – w LoW były to kolorowe kostki bohaterów. Różne kolory, ale w miarę łatwo się połapać. Plus kasa. Teraz mamy kasę oraz żywność, materiały, kryształy, złapanych kultystów (którzy potrafią uciec) i karty powstrzymanych zagrożeń. Każdy wygląda inaczej, służy do czegoś innego i nieco inaczej (trudniej lub łatwiej) się go pozyskuje. Różnorodność!
Akcje – w LoW każde pole dawało jakiś efekt. I teraz też tak jest. Tylko, że każde pole ma 2 efekty, z których czasem każdy to tak naprawdę 2 opcje, a niektóre wykonujemy podwójnie lub nawet potrójnie! I to wszystko czcionką 4 z mnóstwem ikon. Złożoność!
Dobra, chyba mogę już przestać i przejść do konkluzji – pominąłem głosowania (osobny zasób), podział na akcje podstawowe i dodatkowe (zasób), latarnie do oznaczania użytego wpływu (zasób), wypełnianie potrzeb miasta i mnożnik przy latarni. Wiem, że brzmię już jak stary narzekacz, ale…
Podobało mi się! Naprawdę. Tylko następnego dnia nie miałem poczucia „zagrałbym KC jeszcze raz” tylko znalazłem na półce LoW. Bo jest prostsze, szybsze, daje mniej więcej tę samą frajdę i nie będę musiał wertować przy nim instrukcji. Czy wszyscy tak poczujecie? Na pewno nie. Wielu osobom spodobają się dodatkowe zasady i zobaczą je jako nowe płaszczyzny do eksploracji złożoności gry a nie upierdliwa drobnica, o której łatwo zapomnieć podczas rozgrywki. Ale ale, miały być wnioski:
- Kinfire Council to dobra gra;
- Lords of Waterdeep to nadal dobra gra;
- Rozbudowana wersja w żaden sposób nie dewaluuje starszej, prostszej;
- Współczesne gry często mają bardzo sztucznie zawyżony próg wejścia… Ojć, chyba palnąłem. Trzeba się będzie z tego wytłumaczyć. Ale to już w innym tekście…
Łukasz
jak oceniasz ten materiał?
Podyskutuj z innymi graczami
Społeczność OGRAM.to czeka na Twój ruch – zostaw komentarz!
Zobacz więcej artykułów tego autora
Zanurz się w świecie gier planszowych — od redakcyjnych publikacji po unikalne spojrzenia społeczności graczy.
Bądź częścią naszej społeczności i zbieraj punkty
Zbieraj punkty za aktywność, zdobywaj rangi i odbieraj nagrody! Dołącz do grona tych, którzy rozwijają OGRAM.to razem z nami.
No i przekonał do tego Waterdeep, dzięki Łukasz!!!